Przejdź do głównej zawartości

Ostatni rejs Batavii

Dzień dobry!
Przychodzę dziś do Was z książką, która zdecydowanie wyrwała mnie z mojej strefy komfortu i była dużym wyzwaniem. Niezbyt często sięgam po tego typu literaturę, ale tym razem podjęłam ryzyko z pełną świadomością i w pełni władz umysłowych 😊
Radosław Lewandowski, kimże jest? Na Facebooku znajdziecie go tu @Radosław Lewandowski
To autor książek science fiction i powieści historycznych, jeden z założycieli Płockiego Klubu Fantastyki „Elgalhˈai”. Radosław Lewandowski jest płocczaninem, absolwentem dwóch kierunków studiów na wydziałach Zarządzania i Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Przez wiele lat zawodowej kariery pełnił wyższe funkcje w administracji publicznej: najpierw dyrektora departamentu w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego, potem radcy w kancelarii Wojewody Mazowieckiego. Jest miłośnikiem literatury, filmów fantasy i science fiction, a także barwnych i krwawych powieści historycznych. Interesuje się szeroko pojętą marynistyką, kulturą wczesnosłowiańską i skandynawską, w tym trzema „złotymi” wiekami wikingów. Tę informację znalazłam na stronie https://radeklewandowski.pl/, chciałam sobie przybliżyć postać autora, dowiedzieć się o nim czegoś więcej.
Przechodząc do książki. „Australijskie piekło” to powieść oparta na faktach historycznych, podana jednak w taki sposób, że czyta się ją jak najlepszą powieść przygodową. Jak sam Radosław Lewandowski mówi, jest to powieść awanturniczo-przygodowa. I wierzcie mi, ani awantur, ani przygód w niej nie zabraknie! Będzie brutalnie, ale taki również był czas, w którym dzieje się akcja powieści. Wojna trzydziestoletnia, zakończona ostatecznie w roku 1648 pokojem westfalskim, przyniosła niepodległość Republice Siedmiu Zjednoczonych Prowincji Niderlandzkich. Zanim jednak do tego doszło, walki między Hiszpanami a mieszkańcami Niderlandów były krwawe i zażarte. Niełatwo więc było być dobrym człowiekiem w czasach, kiedy w każdej chwili mogło stracić się życie swoje lub swojej rodziny. Nic więc dziwnego, że bohaterowie „Australijskiego piekła” nie są miłymi osobami i wywołują w czytelniku bardzo silne emocje. Chociażby taki Jeronimus Cornelisz, aptekarz z własną praktyką, którego dziecko zmarło mając zaledwie trzy miesiące. Przyczyną było zakażenie syfilisem, a nosicielką choroby okazała się mamka dziecka. Z odrazą czytałam o tym, przez co musiała przejść ta biedna dziewczyna, kiedy prawda wyszła na jaw. Cornelisz pokazał mi swoją iście diabelską naturę. Nie polubiłam tej postaci, właściwie ciężko mi było polubić jakąkolwiek postać tej historii. Gdybym żyła w tamtych czasach z całą pewnością starałabym się unikać ich wszystkich za wszelką cenę. Osobom wrażliwym na opisy krzywdy kobiet i krzywdy w ogóle, książki tej nie polecam. Brutalność emanuje z każdej strony i czasami naprawdę trzeba zacisnąć zęby, żeby przebrnąć przez kolejne rozdziały. Wiecie, co jest najgorsze? Że autor opisuje autentyczne wydarzenia. Jak człowiek może dopuszczać się bestialstwa w imię wyimaginowanego bogactwa? Tego nie jestem w stanie pojąć, chociaż wiem, że takie rzeczy dzieją również teraz w XXI wieku.
„Niewiele jest w życiu człowieka stanów bardziej wyniszczających od bezradności. Od sytuacji, gdy całym ciałem i duszą przekonany jest do swoich racji, a los okazuje się nieczuły na moc tych przekonań”.
Ciężko mi pisać, o czym jest ta książka, bez zdradzania jej fabuły. Powiem Wam tylko tyle, że bohaterowie spotkają się na pokładzie okrętu Batavia i wyruszą w drogę wprost do bram piekła.
„Prawdziwy marynarz za rozcieńczony wodą gin odda bowiem i własne serce. Za nierozcieńczony dołoży kolejne wyrwane z piersi drugiego”.
Radosław Lewandowski zaskoczył mnie niezwykle. Książkę, pomimo objętości i niełatwego tematu, czyta się bardzo płynnie i z dużym zainteresowaniem. Chyba muszę częściej wychodzić ze swojej strefy komfortu 😊

Dla zainteresowanych zdjęcie ostatniego rejsu Batavii. Umieszczam dzięki uprzejmości autora.



Za możliwość przeżycia tej niecodziennej przygody bardzo dziękuję autorowi. Panie Radosławie, dobra robota!





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Matka Boska Szopienicka

Jolanta Wadowska – Król, Matka Boska Szopienicka, postać nietuzinkowa, odważna, walcząca o zdrowie dzieci z ołowicą, mimo że ta walka nie jest zgodna z poglądami partii. Musiało minąć czterdzieści lat, żeby Pani Jolanta i jej praca na rzecz ochrony zdrowia najmniejszych i najsłabszych mieszkańców Szopienic, została prawdziwie doceniona, a doktórka uhonorowana tytułem doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego. Czy Wadowska-Król spodziewała się tego, kiedy przed laty do drzwi jej gabinetu zapukała profesor Hager-Małecka, przewracając swoją wizytą świat Jolanty do góry nogami? Czy przeszło jej przez myśl, że za sprawą jej działań w sumie sześćset dwadzieścia jeden rodzin zostanie przesiedlonych, a familioki znajdujące się w pobliżu huty ołowiu zostaną zburzone? Nie, naszej bohaterce nie przeszło przez myśl, że to, co robi, jest bohaterstwem, ona przecież tylko wykonywała swoją pracę. Szopienicka huta: huta żywicielka, huta trucicielka. Dla hutników i ich rodzin jedyne źródło utrzymania...

Diabeł Sobański znowu zawładnął moim czasem

Długą miałam przerwę od Adriana Bednarka i jego diabła. Ostatnia część, którą czytałam, trochę mnie zniesmaczyła, bardziej znudziła, więc odpuściłam sobie kolejne. I pewnie bym do nich nie wróciła, gdyby nie to, że na Empik Go są dostępne audiobooki, którym postanowiłam dać szansę. I wiecie co? Świetnie się tego słuchało, szczególnie że lektorem jest Filip Kosior. Jak ten człowiek czyta! Podejrzewam, że nawet lektura książki telefonicznej w jego wykonaniu, byłaby niezwykłą przygodą! A co słychać u naszego Kuby? Udaje mu się przetrwać więzienie i po sześciu latach wrócić do życia na wolności. Plany ma wielkie, niestety fundusze co najmniej skromne. Większość jego oszczędności została w więzieniu, w postaci łapówek dla naczelnika w zamian za zapewnienie mu więziennego spokoju. Wrócić do swojego zawodu z oczywistych względów nie może, karany adwokat to nie brzmi dobrze. A za wszystkie jego niepowodzenia odpowiedzialna jest jedna osoba: Sonia Wodzińska. Z dziewczyny zmienia się w kobietę, ...

Kwintesencją życia jest zmiana

„Kwintesencją życia jest zmiana”. „Zostaw świat za sobą” to książka bardzo nieoczywista, gdzie do samego końca nie wiemy, co się tak naprawdę wydarzyło i czy naprawdę coś się wydarzyło. To lektura niejednoznaczna, a mimo to niezwykle fascynująca. Autorowi udało się mnie zaciekawić i zaskoczyć. Nie zdarza się to zbyt często. Rumaan Alam to kolejne nowe nazwisko na mojej czytelniczej drodze. „Zostaw świat za sobą” została nominowana w 2020 roku (data pierwszego wydania oryginalnego) do nagrody National Book Award. Moim zdaniem całkiem zasłużenie, chociaż sądząc po opiniach i ocenach polskich czytelników, niekoniecznie się oni ze mną zgadzają. Autor zaserwował nam niezwykły miszmasz gatunkowy, na prowadzenie wysuwa się powieść obyczajowa, ale nie zabrakło tu cech charakterystycznych dla horroru, thrillera, post apo, dramatu. Może się to wydawać mieszanką iście wybuchową, ktoś pomyśli: to nie może się udać, a jednak Rumaan Alam pokazał, że jak najbardziej może, że się da i może wyjść z teg...