Przejdź do głównej zawartości

All you need is Ove!

Słuchajcie, odkryłam prawdziwą perłę! Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek, które przeczytałam w tym roku i daję jej najwyższą notę. To książka, przy której będziecie się śmiać do łez, by za chwilę te same łzy ocierać, tym razem ze wzruszenia, nostalgii, smutku. Nie czytałam do tej pory żadnej książki Backmana, ale jeśli wszystkie są na takim poziomie, to z ogromną chęcią poznam jego pozostałą twórczość.
Ove to starszy, zrzędliwy facet, który ze wszystkimi ma na pieńku, który z zasady nie lubi ludzi, za to uwielbia porządek i to, żeby wszystko zawsze miało swoje miejsce, a ludzie trzymali się ustalonych zasad. Takich ludzi jak Ove się nie lubi, omija się ich z daleka, aby nie dostać się pod ich oskarżycielskie spojrzenia i ostry język. Ale Ove to też człowiek, który kochał. Kochał najbardziej na świecie, tak jak umiał. Dla swojej żony zmieniał swoje niezmienialne zasady, dla niej nie zawahałby się skoczyć do nieba, przynieść najjaśniej świecącą gwiazdkę i wręczyć ją z nieśmiałym uśmiechem.
„Ove nigdy nie musiał odpowiadać na pytanie, jak żył, zanim ją spotkał. Ale gdyby ktoś go o to zapytał, odpowiedziałby pewnie, że wcale nie żył”.
Ove wierzy i zna się na tym, co można zobaczyć i dotknąć. Narzędzia, stal, szkło, cement, beton. Rozumie instrukcje, rysunki techniczne, plany. Te rzeczy, które można narysować, obliczyć, stworzyć własnymi rękami.
„A jeśli nagle możesz pójść i kupić sobie wszystko, to jaką to ma wartość? Co wart jest wtedy mężczyzna?”
Kiedy Sonja umiera, umiera też wszystko, co w Ovem było najlepsze.
„Ludzie twierdzili, że Ove zawsze widział świat na czarno-biało. A ona była kolorem. Wszystkimi jego kolorami”.
Teraz świat stracił wszystkie kolory, a Ove pragnie tylko jednego; umrzeć i połączyć się z Sonją. Planuje swoją śmierć z taką dokładnością, z jaką planował życie. Zamyka wszystkie swoje ziemskie sprawy, aby ten, kto znajdzie jego martwe ciało, nie musiał się martwić, że zostawił po sobie niezałatwiona sprawy. Przygotowuje list, w którym przekazuje wszelkie wytyczne, i jest gotowy do ostatniej podróży.
Los ma jednak wobec niego nieco inne plany. Na osiedle wprowadzają się nowi mieszkańcy. Ciamajda mąż nie umie zaparkować samochodu z przyczepą, niszcząc Ovemu skrzynkę na listy, bardzo ciężarna żona i dwie dziewczynki przewracają uporządkowane życie Ovego do góry nogami, odwlekając tak dokładnie i ze wszystkimi szczegółami zaplanowaną śmierć. I jakby wszystkiego było mało, przypałętał się obdarciuch kot i za nic na świecie nie chce odejść! Jak w takich warunkach człowiek ma spokojnie umrzeć?! No nie da się i już! A może to Sonja, tak jak kiedyś za życia, tak i teraz próbuje dać Ovemu jeszcze trochę radości z życia na ziemi, mimo jego głębokiego sprzeciwu? Bo ona przecież tam z nieba widzi więcej, niż ci, którzy pozostali w nieutulonym żalu tu, na ziemi.
„Mężczyzna imieniem Ove” to prawdziwy rarytas, bardzo chciałabym, abyście mieli okazję ją przeczytać. Niezwykle zabawna i niezwykle emocjonująca to była lektura. O miłości, o stracie, o przyjaźni, o życiu i o śmierci. U mnie na półce z ulubionymi i do wracania, kiedy będę chciała ponownie posłuchać mądrości zrzędliwego Ovego. Bo All you need is Ove!

Tytuł: Mężczyzna imieniem Ove
Wydawnictwo: Wydawnictwo Marginesy
Data wydania: 14.12.2022
Liczba stron: 346




Komentarze

  1. Ta książka jeszcze przede mną. Ze swojej strony polecam "Niespokojni ludzie" tego samego autora.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Matka Boska Szopienicka

Jolanta Wadowska – Król, Matka Boska Szopienicka, postać nietuzinkowa, odważna, walcząca o zdrowie dzieci z ołowicą, mimo że ta walka nie jest zgodna z poglądami partii. Musiało minąć czterdzieści lat, żeby Pani Jolanta i jej praca na rzecz ochrony zdrowia najmniejszych i najsłabszych mieszkańców Szopienic, została prawdziwie doceniona, a doktórka uhonorowana tytułem doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego. Czy Wadowska-Król spodziewała się tego, kiedy przed laty do drzwi jej gabinetu zapukała profesor Hager-Małecka, przewracając swoją wizytą świat Jolanty do góry nogami? Czy przeszło jej przez myśl, że za sprawą jej działań w sumie sześćset dwadzieścia jeden rodzin zostanie przesiedlonych, a familioki znajdujące się w pobliżu huty ołowiu zostaną zburzone? Nie, naszej bohaterce nie przeszło przez myśl, że to, co robi, jest bohaterstwem, ona przecież tylko wykonywała swoją pracę. Szopienicka huta: huta żywicielka, huta trucicielka. Dla hutników i ich rodzin jedyne źródło utrzymania...

Diabeł Sobański znowu zawładnął moim czasem

Długą miałam przerwę od Adriana Bednarka i jego diabła. Ostatnia część, którą czytałam, trochę mnie zniesmaczyła, bardziej znudziła, więc odpuściłam sobie kolejne. I pewnie bym do nich nie wróciła, gdyby nie to, że na Empik Go są dostępne audiobooki, którym postanowiłam dać szansę. I wiecie co? Świetnie się tego słuchało, szczególnie że lektorem jest Filip Kosior. Jak ten człowiek czyta! Podejrzewam, że nawet lektura książki telefonicznej w jego wykonaniu, byłaby niezwykłą przygodą! A co słychać u naszego Kuby? Udaje mu się przetrwać więzienie i po sześciu latach wrócić do życia na wolności. Plany ma wielkie, niestety fundusze co najmniej skromne. Większość jego oszczędności została w więzieniu, w postaci łapówek dla naczelnika w zamian za zapewnienie mu więziennego spokoju. Wrócić do swojego zawodu z oczywistych względów nie może, karany adwokat to nie brzmi dobrze. A za wszystkie jego niepowodzenia odpowiedzialna jest jedna osoba: Sonia Wodzińska. Z dziewczyny zmienia się w kobietę, ...

Kwintesencją życia jest zmiana

„Kwintesencją życia jest zmiana”. „Zostaw świat za sobą” to książka bardzo nieoczywista, gdzie do samego końca nie wiemy, co się tak naprawdę wydarzyło i czy naprawdę coś się wydarzyło. To lektura niejednoznaczna, a mimo to niezwykle fascynująca. Autorowi udało się mnie zaciekawić i zaskoczyć. Nie zdarza się to zbyt często. Rumaan Alam to kolejne nowe nazwisko na mojej czytelniczej drodze. „Zostaw świat za sobą” została nominowana w 2020 roku (data pierwszego wydania oryginalnego) do nagrody National Book Award. Moim zdaniem całkiem zasłużenie, chociaż sądząc po opiniach i ocenach polskich czytelników, niekoniecznie się oni ze mną zgadzają. Autor zaserwował nam niezwykły miszmasz gatunkowy, na prowadzenie wysuwa się powieść obyczajowa, ale nie zabrakło tu cech charakterystycznych dla horroru, thrillera, post apo, dramatu. Może się to wydawać mieszanką iście wybuchową, ktoś pomyśli: to nie może się udać, a jednak Rumaan Alam pokazał, że jak najbardziej może, że się da i może wyjść z teg...